Powrót do strony głównej

OTWARTY UMYSŁ
 

Dróg dotarcia do konia jest wiele, a wybór optymalnej zależy od indywidualnych cech zwierzęcia. Podstawą jest tutaj odpowiedź na pytanie: jaki jest nasz koń? Istnieje wiele metod oceny psychiki konia, na przykład na postawie cech jego aparycji (Linda Tellington Jones); inne podejście zakłada chociażby podział na konie „prawopółkulowe” i „lewopółkulowe”. Ja wolę jednak spojrzenie wprost na naszego czworonoga i wyciąganie bezpośrednich wniosków, z tego co koń mówi nam swoim ciałem czy zachowaniem. Pracujemy z żywą istotą o niepowtarzalnej kombinacji cech i bez zindywidualizowanego podejścia do tej istoty ryzykujemy zagubienie się w ogólnikach… Przecież wszyscy indywidualnie podchodzimy do otaczających nas ludzi i nawiązujemy relacje nie zagłębiając się w klasyfikacje i systemy – te pozostawiamy na ogół psychologom i innym tego typu specjalistom.


Obserwując i wyciągając wnioski będziemy mieć pełny obraz zwierzęcia: zarówno jego cech charakteru jak i możliwości fizycznych, przy czym warto przyjąć, że żadne zachowanie czy odruch nie jest bez znaczenia i dobrze wziąć go pod uwagę.


Tak prosta czynność jak prowadzenie konia na uwiązie może już być źródłem wielu informacji na jego temat. Po pierwsze pozwala nam ocenić jak widzi on swoją pozycję względem człowieka, czy szanuje jego „przestrzeń”. W sytuacji idealnej koń powinien podążać na luźnej lince za człowiekiem, nie wyprzedzając go, nie ociągając się i nie potrącając go – wszelkie odstępstwa wskazują na przykład na próbę przejęcia kontroli przez zwierzę, brak zaufania, czy niechęć do współpracy. Możemy zaobserwować z jaką wrażliwością koń reaguje na korekty, czy boi się prowadzącego i elementów otoczenia.

 

Zaczynam współpracę z koniem od wypuszczenia go swobodnie na lonżownik - roundpen, tak by mógł zapoznać się z nowym miejscem; dzięki temu zwierzak ma możliwość bardziej skupić się na mnie w ciągu dalszej pracy, nie zafrapowany już tym drewnianym okrągłym pudłem, w którym się nagle znalazł. Już od samego początku widać jak wielką różnorodność zachowań przejawiają tu konie: niektóre wchodzą śmiało, badając po prostu otoczenie, niektóre wchodzę na „miękkich nogach”, z lękiem przezierając przez prześwity ścian. Niektóre ruszają jak rakiety, niektóre obwąchują grunt. Obserwuję także, na ile mnie dostrzegają, czy w ogóle mnie widzą. Bez uciekania się do humanizowania zwierzęcia zaczynam mieć obraz z kim mam tutaj do czynienia. To ważne, bo przecież od tego będzie zależał dobór „mocy” oddziaływania na konia. Upraszczając: do lękliwego, wyraźnie plasującego się nisko w hierarchii zwierzaka podejdę delikatnie, powoli pokazując mu w stępie czy kłusie, że kontroluję zdalnie jego ciało, będę spokojnie zmieniała kierunki jego chodu i tempo. Agresywnego buntownika zaś pogonię trochę, żeby się nieco spocił i zwrócił łaskawie uwagę na moją skromną osobę. Nawiasem – to zabawne, kiedy taki „wiraszka” nagle patrzy na ciebie i cię dostrzega, trochę tak jakby mówił: „oo, dwunogu, ty tu jesteś? I muszę robić, co każesz? To coś nowego!”.

 

Kolejnym źródłem informacji o koniu jest jego ciało; ponieważ konie nie racjonalizują swoich doświadczeń najczęściej doświadczenia te pozostawiają w ciele konia ślady wiele mówiące o preferencjach czy lękach danego zwierzaka. Tak więc kolejnym elementem rozpoznania konia jest dotykanie powoli całego ciała konia w poszukiwaniu jakichkolwiek reakcji: może to być napięcie skóry, ustąpienie w celu uniknięcia dotyku, nerwowe machnięcie ogonem czy rzucenie głową; w skrajnych przypadkach może to być próba kopnięcia czy ugryzienia, należy więc zachować zasady bezpieczeństwa. Wszystko ma tutaj znaczenie, a na  podstawie zachowania konia mogę wyciągnąć wnioski, co do dalszego z nim postępowania. Na przykład jeżeli koń ma wrażliwe uszy, mogę spodziewać się, że bez odczulenia tego miejsca mogę mieć problem przy nakładaniu ogłowia; jeżeli boi się operowania przy pysku – pewnie będzie kłopot z założeniem wędzidła, lub podaniem pasty odrobaczającej.

 

Zawsze zaczynam od łopatki i od niej podążam w stronę zadu i w stronę głowy. Jeżeli znajdę czuły punkt wywołujący reakcję, zajmuję się nim dłużej masując go; wracam do miejsca gdzie reakcji nie było i znów próbuję w czułym punkcie. Cały czas zachowuję spokój i cierpliwość, często wspieram konia uspokajającym głosem, tak, by poczuł się przy mnie bezpiecznie. Kiedy koń wierci się przy dotykaniu danego miejsca nie odrywam od niego ręki i cierpliwie czekam, aż stanie wyciszając go głosem: chodzi o to, by nieświadomie nie nagrodzić konia za kręcenie się przerywając niemiły dla niego bodziec.

 

Jest to bardzo wyraźne w przypadku odczulania nóg, zwłaszcza tylnych. Przemieszczam dłonie od zadu w dół: kiedy koń reaguje negatywnie nie odejmuję dłoni, a raczej wracam do miejsca, gdzie reakcja nie występowała i powtarzam „masaż” dopóki koń nie zrozumie, że niczego od niego nie wymagam poza akceptacją dotyku. Aby uniknąć kopnięcia trzymam uwiąż (dobrze, by była to długa lina) tak, by móc pociągnąć głowę konia w moją stronę wymuszając natychmiastowe odstąpienie zadem, a sama stoję na wysokości słabizny, bo tam zwierzak ma najmniejsze szansę dosięgnąć mnie tylnym kopytem. Kluczowe jest w tym momencie zachowanie stoickiego spokoju – pokazanie koniowi, że jego strategia jest nieskuteczna, ale z drugiej strony, że można mi zaufać, bo nie jestem agresorem. Przy koniach starszych, wprawionych w straszeniu ludzi upominam je tonem głosu, dając niedwuznacznie do zrozumienia, że o ile jesteśmy przyjaciółmi jest miło i ciepło, ale jak tylko próbuje na mnie swoich sztuczek następuje reprymenda. Tu ważna uwaga: jeżeli naprawdę opanujemy lęk będziemy w stanie od razu po uzyskaniu poprawnego zachowania wyciszyć głos i rozluźnić własne ciało, by natychmiast pokazać zwierzęciu, czego oczekujemy. Pracuję w ten sposób, aż koń spokojnie poddaje się dotykaniu po całym ciele – wtedy mogę przypuszczać, że złe informacje zapisane w jego ciele zostały zresetowane, a zwierzę czuje się przy mnie bezpieczne. 

Dotykanie i masowania ciała konia to nie tylko diagnostyka - to także odczulanie. Co więcej, już na tym poziomie budujemy ze zwierzęciem platformę komunikacji – dobrze po prostu mówić do konia i uspokajać go głosem. Stworzymy w ten sposób bazę, z której będziemy korzystać później na dalszych etapach współpracy.

 

Warto tutaj nadmienić o jeszcze jednym zjawisku, które zaobserwowałam: zdarzają się konie reagujące nawet nie na sam dotyk, ale na przesunięcie dłonią NAD wrażliwym miejscem. Co więcej, niektóre akceptują bezpośredni dotyk w danym miejscu, natomiast stają się nerwowe, gdy dłoń znajduję się ponad danym punktem. To trochę tak, jakby koń miał wokół siebie aurę, z którą należy pracować tak samo jak z ciałem, postępując analogicznie i dążąc do pełnej, spokojnej akceptacji zwierzęcia. W dalszej części pracy, bazując na zbudowanym zaufaniu, możemy przystąpić do odczulania konia na różne przedmioty, nie ma sensu jednak zabierać się za to bez „oczyszczenia” końskiego ciała z negatywnych reakcji.

 

Praca na roundpenie to kopalnia informacji o koniu: zarówno o jego psychice jak i warunkach fizycznych. Patrząc na poruszającego się konia widać na przykład, czy w obie strony porusza się jednakowo: stąd łatwo wnioskować o partiach ciała, które wymagać będą rozwinięcia. Warto zwracać uwagę na to w jaki sposób koń wykonuje zmiany kierunku, czy umie zachować chód i tempo, czy jest mu w danej sytuacji niewygodnie, czy krzyżuje podczas galopu. Te informacje wykorzystujemy nie tylko w planowaniu dalszej pracy, ale też aby uniknąć manewrów grożących kontuzją konia.

 

Ponadto poznajemy szybkość reagowania konia na bodźce, jego umiejętność koncentracji, otwartość na współpracę, temperament oraz... poziom końskiego ego, które ma wpływ na jego  miejsce w hierarchii w układzie koń-człowiek. Przy umiejętnym, świadomym, opartym na obserwacji szkoleniu możemy wpływać na te cechy i rozwijać je „bezboleśnie” dla obu stron.

 

Podsumowując: warto głęboko wniknąć w przyczyny zachowania konia i poszukać jego źródeł. Nie wystarczy ich jedynie wartościować, dzielić na te pożądane i niepożądane: za te pierwsze nagradzać a za te drugie karcić. Może bowiem dojść do sytuacji, gdy na przykład karcimy konia za coś, co wynika z jego lęku i na strach przed przerażającą go sytuacją nakłada się strach przed karą ze strony człowieka. Warto zachować otwarty umysł, gdyż tylko odpowiedź na pytanie dlaczego nasz podopieczny zachowuje się w dany sposób pomoże nam właściwie ukierunkować pracę z nim i zbudować poprawną relację na zrozumieniu i zaufaniu.

 

Na konia warto patrzeć całościowo: owszem, pracujemy z końskim ciałem, ale podstawa dobrego szkolenia to sytuacja, gdy koń wyraża zgodę na nasze poczynania, czyli musimy odwołać się do psychiki zwierzęcia. Tylko wtedy będzie spokojny i cierpliwy, a w przyszłości zrelaksowany i elastyczny pod siodłem oraz otwarty na proponowane nowe zadania.
 

Małgorzata Maciejewska

KOŃ POLSKI 12/2013

powrót do "ARTYKUŁY"

Stajnia Treningowa SZINUK 
tel: 602-372-880, 696-660-397, e-mail: st.szinuk@gmail.com
Materiał filmowy i fotograficzny zamieszczony na stronie nie może być wykorzystywany i przetwarzany przez osoby trzecie.
© SZINUK 2016