Powrót do strony głównej

ZACZNIJMY OD SIEBIE


Praca z koniem- to brzmi dumnie; ale przecież wszyscy, którzy stykamy się z końmi, na niwie sportowej czy w rekreacji, pracujemy z nimi, a uczenie się to suma nic innego jak doświadczeń i sytuacji, z którymi się stykamy. Ludzie uczą się od koni, konie – od ludzi, informacje płyną w obu kierunkach i najczęściej, wbrew własnej woli, my ludzie stanowimy źródło problemów.

Wiele mówi się o psychice konia, o jego behawioryzmie i zachowaniach – i świetnie, dobrze jest wiedzieć jak najwięcej o naszych czterokopytnych partnerach. Niemniej na początek proponowałabym odwrócić nieco sytuację i zastanowić się nad wpływem postawy człowieka względem konia i jak wpływa ona na reakcje zwierzęcia. Konie są przecież doskonałymi obserwatorami i czytają w nas jak w otwartych księgach. Zapach, napięcie w ciele, sposób poruszania się, ton głosu, wzrok – zwierzęta widzą najdrobniejsze szczegóły. Większość z nas doświadczyła tego na własnej skórze – przy niektórych osobach ten sam koń jest zrelaksowany, przy innych zachowuje się niepewnie lub wrogo. Kiedy mamy zły dzień często nasz koń też sprawia kłopoty lub co najmniej zachowuje się nieco inaczej niż zwykle.

 

Uwielbiam moją pracę, bo zmusza mnie ona do zostawienia wszelkich kłopotów przed bramą stajni. Konie są czułe na emocje jak sejsmografy, uciekając od tych złych: pies kiedy jest ci smutno przytuli się, a koń – odsunie. Za to je lubię, bo kiedy zaczynam pracę z lonżą, na ujeżdżalni czy w terenie cały świat zostaje gdzieś obok; pozostaję tylko ja i koń, a wszelki stres, frustracje, ambicje czy lęki trzeba schować do kieszeni. Otwieram spokojnie moją głowę na kontakt ze zwierzęciem i staję się spokojnym obserwatorem. To ja będę oczekiwać od niego różnych zachowań, więc muszę najpierw spokojnie popatrzeć jak reaguje na moje sygnały, bo tylko wtedy go poznam i znajdę do niego klucz. Jestem tam cała z nim i DLA niego.

 

Najlepiej widać to na roundpenie, czy lonżowniku, kiedy koń może pracować luzem. Warto obserwować go wtedy dokładnie, bo sposób w jaki się porusza, szybkość jego reakcji, napięcie mięśni i wiele innych elementów zaczynają budować jego obraz. Unikam więc pędzenia go od razu galopem do momentu okazania uległości, bo stracę możliwość wyboru siły i rodzaju pomocy, które zastosuję. Koń obserwuje mnie, ja – konia. To samo dotyczy pracy w siodle, bo przecież jeździec ma możliwość obserwowania całej gamy zachowań swojego wierzchowca.

 

Zasada spokojnej obserwacji i wyrzucenia z głowy złych emocji odnosi się moim zdaniem do wszelkich sytuacji, kiedy obcujemy z koniem, nawet podczas czyszczenia, czy prowadzenia na pastwisko – również wtedy zwierzak wiele nam mówi o sobie. Spokój jest ważny również wtedy, kiedy zwierzak zachowuje się skandalicznie i trzeba go ewidentnie skarcić czy ukarać – tylko spokojny obserwator może ocenić czy kara jest słuszna, tylko spokojny obserwator może natychmiast zaprzestać reprymendy i pochwalić konia, kiedy zachowa się on właściwie, a wtedy kara zadziała na zasadzie „czarne – białe”.

 

Drugą cechą, którą warto rozwinąć w pracy z koniem jest konsekwencja. Absolutna konsekwencja. Tylko my, ludzie wierzymy, że wyjątek od reguły stanowi regułę, ale ze zwierzakami tak nie ma – jeżeli jest wyjątek to znaczy, że reguły nie ma. Konie zaś, jak i ludzie, lubią znać jasne reguły postępowania: wtedy czujemy się przecież bezpieczni, bo wiemy czego się możemy spodziewać i jakie będą konsekwencje naszego działania.


W sumie stwierdzenie banalne, nic odkrywczego, ale chciałabym zwrócić uwagę na skalę zjawiska, bo tutaj może chodzić o drobnostki: na przykład pracując z ziemi zatrzymuję konia a on robi dodatkowy krok; nieważne czy się zagapił czy sprawdza moją czujność – zawsze reaguję, cofając go o ten sam zbędny krok. I będę to robić zawsze, kiedykolwiek taka sytuacja się powtórzy.

 

Pojęcie konsekwencji wiąże się nieuchronnie z dążeniem do celu. Jasno z tego wynika, że najpierw ten cel trzeba określić, wiedzieć do czego zmierzają nasze działania. Warto ogólnie wiedzieć czego chcemy od konia, ale także dobrze jest zrobić sobie w głowie plan poszczególnych zamierzeń, listę zagadnień czy problemów z jakimi mamy zamiar się zmierzyć. Każde takie zagadnienie daje się podzielić na poszczególne elementy, z których każdy może być tym wadliwym klockiem, czyli źródłem problemu. Na przykład konie odsadzające się od koniowiązu mogą mieć różne powody takiego zachowania: mogą się bać jakiegoś elementu otoczenia, mogą mieć problem ze spokojnym staniem w miejscu, mogą reagować paniką na nacisk kantara na potylicę, czy wreszcie nauczyły się, że zerwanie się może się udać i jest doskonałym sposobem na unikanie pracy. Jeden z moich koni, bardzo doświadczony „profesor” miał w zwyczaju „urywać się” jedynie przy skradających się do niego początkujących: taki przerażony dwunóg na ogół zamierał bezradnie czekając na pomoc instruktora i koń miał kilka minut spokoju nie musząc znosić niezgrabnych ruchów drżących rąk dzierżących szczotki… Można więc wysnuć wniosek, że problem ten, mając różne źródła trzeba będzie rozwiązywać indywidualnie, adekwatnie do jego przyczyny.

 

Co więc z naszym planem? Warto go mieć w głowie, natomiast błędem jest zakładanie, że w danym dniu osiągniemy zamierzony efekt, bo to prowadzi na ogół do obustronnej frustracji. Możemy natomiast powiedzieć sobie: „dziś zrobię mały krok na mojej drodze do celu; jeśli mi się powiedzie – zrobię następny; jeśli nie – spróbuję znowu przeanalizować wadliwy element i rozbić go na mniejsze elementy, aby dotrzeć do bezpośredniego źródła problemu.” Biorąc pod uwagę, że obserwując naszego czworonoga już sporo wiemy na temat jego charakteru, temperamentu, wrażliwości i czułych punktów dzięki czemu możemy dobrać sposób dotarcia do konia – mamy pełną szansę na powodzenie. Takie podejście pozwala nam także uniknięcia sytuacji, gdy wymagamy od konia za dużo, co z kolei prowadzi do spiętrzenia problemów, konfliktu i w konsekwencji – do regresu.

 

W pracy z koniem zasadnicze znaczenie ma komunikatywność, za którą idzie świadomość własnego ciała, jest ono bowiem bardzo ważnym instrumentem porozumiewania się, naszą podświadomą wizytówką. Widać to bardzo wyraźnie na roundpenie, gdy pracujemy ze swobodnie poruszającym się koniem. W tego rodzaju pracy odwołujemy się bezpośrednio do naturalnych zachowań tych zwierząt, stosując metody komunikacyjne wzorowane na relacjach stadnych. Mówiąc wprost istnieje obawa, że staniemy oko w oko z koniem, a następnie w jego własnym języku powiemy mu: „cześć, nie bardzo wiem czego od ciebie chcę, nie wierzę w siebie, trochę się ciebie boję, proszę bardzo, wejdź mi na głowę.”

 

Podobna sytuacja ma miejsce w siodle: koń doskonale czuje naszą niepewność i napięcie, niezdecydowanie i niekonsekwencję w stosowaniu pomocy. Co więcej, trudno wymagać od konia pełnego rozluźnienia, jeśli jest się dla niego niewygodnym ciężarem. Bez względu na sukcesy, jakie odnieśliśmy z koniem pracując na ziemi, możemy zniweczyć własną pracę „każąc” go nieświadomie kiepskim dosiadem. Warto więc niezależnie od stylu w jakim się jeździ, sportowo, czy jedynie rekreacyjnie, włożyć wszelkich starań, by udoskonalać dosiad – to wartość nie do przecenienia.

 

Ważna jest także umiejętność koncentracji. Uważam, że jeżeli wymagamy uwagi od konia, my też musimy skupić się na nim, wsłuchać się w niego. Warto jednak pamiętać, że ponieważ to koń jest podmiotem naszych starań, musimy czas pracy dostosować do jego umiejętności koncentracji. Ta z kolei rozwija się z czasem – młode konie, jak dzieci, mogą skupiać się na krótko, a przemęczone zrażą się i zniechęcą.

 

Skoncentrowany, spokojny, konsekwentny w działaniach obserwator – hmm… powiało chłodem. Niewzruszona góra lodowa, o którą mógłby rozbić się niejeden „Titanic”. Brakuje mi bowiem w tym obrazku jednego, niezwykle ważnego elementu: ciepła. Nie mówię o egzaltacji i czułostkowości – mówię o okazywaniu koniowi w spokojny i wyważony sposób sympatii i wsparcia, nagradzaniu go głosem i gestem, bez szumu informacyjnego zbędnych słów czy ruchów. W mojej pracy staram się w każdym koniu, najbardziej nawet problematycznym, znaleźć coś, za co go szczerze lubię lub podziwiam. Dzięki temu nasza wzajemna relacja oparta jest na mocnych zasadach, zdefiniowanych granicach zachowania, ale także radości i satysfakcji z przebywania razem.

 

Mam świadomość swojej odpowiedzialności za zachowanie konia: w gruncie rzeczy robi on wyłącznie to czego od niego chcę albo na co mu pozwalam, w obrębie wyznaczonych przeze mnie granic. Tylko ode mnie zależy jak wyznaczę te granice i na ile konsekwentnie będę ich strzec. Być może brzmi to nieco groźnie, ale tak naprawdę zasada ta wprowadza porządek w relację koń-człowiek i pozwala na świadome budowanie czystej relacji opartej na jasnych regułach, wzajemnym szacunku i sympatii. 
 

Małgorzata Maciejewska

KOŃ POLSKI 11/2013

powrót do "ARTYKUŁY"

Stajnia Treningowa SZINUK 
tel: 602-372-880, 696-660-397, e-mail: st.szinuk@gmail.com
Materiał filmowy i fotograficzny zamieszczony na stronie nie może być wykorzystywany i przetwarzany przez osoby trzecie.
© SZINUK 2016